zrób mi jakąś krzywdę >> piątek, 11 maja 2012 21:00:36
Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak będzie wyglądało moje życie... I w sumie nadal nie wiem... Nie wiem czy ma być takie jak jest czy ma byc inne... Nie wiem czy mam odpowiednie środki, aby to zmienić. Sama się gubię w tym wszytskim, nie wiem czego chce i strasznie się męczę... 
Przeraża mnie sesja, egzaminy. Nie wiem kiedy ja sie tego wszytskiego naucze, nie mowiac juz o tym jak. Nie wiem czy dam sobie radę. Tracę wiarę w siebie. Nic mi się nie chce... Chociaż, kiedy juz pokończyły się praktycznie wszystkie moje ulubione seriale jakos sie zmotywuję.
Czuję jakąś taką cholerną pustkę w moim życiu... Brakuje mi faceta, albo nawet jakiegoś małego zainteresowania ze strony faceta, bo bez tego czuję się taka... mała, szara i bezwartościowa...
Znowu się wyżalam... Zreszta jak zwykle na tym blogu. Normalnie nie jestem taka depresyjna, mam też swoje lepsze dni, naprawde!

Ech.. ide już się uczyć, a raczej czytać o referendach w IIIRP, czyż to nie jest fascynujące?! Przynajmniej Carrion w glośnikach:)

Miłego wieczoru
komentarze [4]

'whitout you i'm a disaster' >> poniedziałek, 16 kwietnia 2012 22:47:44
Tak miło i jednocześnie strasznie smutno robi mi się na myśl o tym co było o niestety już nigdy nie wróci. Chciałabym przeżyć niektóre sytuacje/rzeczy inaczej tzn lepiej. 
Jakos smutno mi ostatnio... Czuję się taka niekochana(?), nie wiem, może trochę odsunięta od towarzystwa, brakuje mi zdecydowanie chłopaków (którzy już 2 raz wystawili mnie do wiatru), na których nie umiem się gniewać... No cóż, niech się uczą do matury...
To wszytsko co dzieje się na uczelni przytłacza mnie. Dzieje się zdecydowanie za dużo, a do pracy jakoś nie chce mi się wziąć. Mimo wszystko muszę, poczułam dzisiaj oddech sesji na plecach. Może to mnie troche zmotywuje. Potrzebuję kogoś kto mnie kopnie porządnie w dupe!
Zresztą denerwuje mnie fakt, że nie wiem czy ten "długi majowy weekend" rzeczywiście będzie taki"dlugi"... Nikt nie raczy poniformować biednych studentów czy 30, 2 i 4 są wolne czy nie... 'Cudowne' studenckie życie, wszyscy mają cię daleko i głęboko.  

Idę spać, bo jutro pobudka o 6... Ale Kodeks Wyborczy przeczytany!
komentarze [0]

"chciałabym ciągle żyć we śnie, abyś zawsze był moim księciem..." >> niedziela, 25 marca 2012 23:32:21
Im mocniej się staram tym bardziej nie wychodzi... Przecież zmieniłam nastawienie, podeszłam do tego 'raz się żyje, niech się dziej wola nieba...' a wyszło jak zwykle... A przejmuję się tym wszytskim jakby to była pierwszy raz. 
Czuję się taka stara i zgorzkniała... A mam dopiero 20 lat i nie mam szczęścia do facetów...
Nie potrafię być już chyba ani trochę lepsza... A może już mi się nie chce... Nie wiem. Bycie miłą, łatwą i głupiutką to już chyba nie dla mnie...

Widziałam M.

Potrzebuję świąt, musze sobie to wszystko tam w glowie poukładać...
Czuję jakiś wewnętrzny niepokój...

"Jak był skurwysynem, to pół biedy (...) ale on jest po prostu głupi i słaby."
komentarze [0]

"chodź, powiem ci jak bardzo chcę byś był..." >> wtorek, 6 marca 2012 22:58:55
Nie wiem co się ze mną dzieje... Chociaż, czy ja przez ostatni kilka tygodni cokolwiek wiem...?! Nie... Mój biedny umysł nie może tego ogarnąć. Jakoś tak potrzebuję miłości, przytulenia, pocałunku... Kogoś kto będzie mnie kochał, robił to wszystko nie po to, żeby mnie przelecież ale po to, żebym była, żebyśy byli. Sama nie wierzę, że to piszę. Przecież zawsze mówiłam/myślałam, że jestem strasznie niezależna, że to mi nie grozi (w sensie zakochanie/miłość). Sądziłam, że nie chcę sie wpasowwywać w powszechnie obowiązujące społeczne schematy 'bycia'. Uważałam, że po co mi facet na stałe?! A tu nagle 3 miesiące przed 20 urodzinami nachodzą mnie takie refleksje... Chciałabym mieć takie życie jak w filmach romantycznych. Całe dnie spędzane z kimś kogo kochasz. A tu, no cóż, jak by nie spojrzeć - dupa! Nic nie poradzę, że się nikomu nie podobam, że nikt na ulicy nie zwraca na mnie uwagi. Czuję się tak cholernie samotna, smutna, niekochana... Taka pusta w środku... 

A te wszyskie chore myśli tylko dlatego, że w piątek spotkałam (się) z K. Był bilard, piwo i rozmowy o bzdurach "jak tam sesja, co tam, jak tam?". A potem musiałam siedzieć mu na kolanach w samochodzie i... cóż... zaczęło się. Byłam trochę wstawiona (ambitnie po 2 piwach), rozluźniona, a on... a on wie (nie wiem do cholerny jakim cudem!), zawsze wie czego potrzebuję, co lubię i kiedy wkładał swoje ręce pod moją bluzkę nie protestowałam, kiedy błądził rękami po moich udach też nie... Całował po szyi... Szeptał do ucha... I w końcu zapytał się "a może spotkamy się jutro?", a ja chcąc 'kurwa' nie dawać mu nadziei odpowiedziałam, że jeszcze zobaczymy.... W sobotę dostałam smsa "w sumie to miałem cię zaprosić do siebie, ale mój brat zaprosił kolegów. może jutro?". Była sobota, a ja w niedziele wyjeżdżalam, więc odpisałam zgodnie z prawdą "trudno, ale mnie nie będzie, no i, że wracam za 2 tyg". I znów poniosła mnie wyobraźnia(?!), czy jakkolwiek to nazwać i pisałam smsy, w niedzielę sama do niego napisałam... Chuj wie po co... Czy aż tak bardzo pragnę uwagi?! Chyba nie mogę być tak zdesperowana, do kurwy nędzy! 
A dzisiaj jest mi tak cholernie przykro, bo ta namiastka motylków, które zaczęły się leniwie poruszać w nocy z piątku na sobotę, wczoraj jeszcze trochę zipały, a teraz już całkowicie zdechły. Chyba jestem zbytnią realistką, za bardzo uświadamiam sobie o co w tym wszystkim chodzi... Może jakbym była głupsza byłoby mi łatwiej?! Ale i tak staram się zmienić nastawienie, naprawdę! Staram się bardziej ufać, ale tak cholernie boję się, że to wszystko co mi się wydaje stanie się prawdą, a ja... ja nie lubię być raniona... Zresztą nie mam zwyczaju otwierać się przed ludźmi, szczególnie przed tymi, do których nie mam pełnego zaufania.
Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że kolejnego smsa od K dostanę w piątek, ewentualnie w sobotę za 2 tygodnie o treści, czy mam czas i czy możemy się spotkać. A ja, nie wiem czy nadal będę taka chętna na zmianę siebie, swojego nastawienia, bo to będzie tak oczywiste, to czego on chce... To co zobaczyłam w jego oczach 'wtedy'.
Chce mi się wyć, bo gdzieś w głębi ducha czuję, że to prawda, a z drugiej tak cholernie mi żal... 
I jeszcze ta dzisiejsza muzyka w radiu zet... Nic tylko wino i łzy...

Przepraszam za glupoty, ale nikomu nie jestem w stanie się wygadać w ten sposób, z tą 100% szczerością. Najlepiej mi tutaj, gdzie ktoś kto to przeczyta pozostanie równie anonimowy jak ja... Gdzie nie kojarzę twarzy z nikiem.... Chociaż może nawet nikt tego nie przeczyta...
Dobranoc 

"Witaj w królestwie rzeczy nieracjonalnych, w odrzuconym scenariuszu dla kanału Romantica."
komentarze [0]

I care too much. I’m a liability. How ironic is that? >> piątek, 17 lutego 2012 22:24:57
Nie wiem... Czuję się totalnie zagubiona... Wszyscy mnie wkurwiają... Nie mam siły.. Chce mi się tylko wyć... Jak pomyślę o studiach to zbiera mi się na wymioty... Bleee... Może to nie jest dla mnie... Jakoś znowu zaczęło mnie to wszytsko przerażać.
Jest piątkowy wieczor a ja siedzę przed komputerem... Koleżanka z pokoju uczy się(wtf w ogóle?!) 2 obok też pewnie się uczą, a ja jest buntownikiem i mówię NIE nauce w piątkowe wieczory!!!
Chcę w końcu kogoś poznać, kogoś kto będzie chciał ze mną rozmawiać, słuchać mnie... Potrzebuję gdzieś wokół siebie testosteronu.
Czasami zdaje mi się, że mam jakiś 'specyficzny' rodzaj poczucia humoru, albo zbyt szorstki... Ludzie po prostu go nie rozumieją, albo moje koleżanki zwracają mi uwagę, że to nie wypada  dziewczynie... Tylko, że to mnie gówno obchodzi w sumie.
Czasami jestem wulgarna, wiem, ale mam PMS mogę być chamska i wkurwiona to moje comiesięczne prawo!
Ide, czekają na mnie "Trzy czarownice" T. Pratchetta (me gusta) .

"don't forget me, i bag..."

I ile razy w głowie bym sobie nie powtarzała 'głupia' nic nie poradzę, że mam skłonność do masochizmu, słabość do ciebie...
komentarze [0]

maybe that's a problem >> wtorek, 14 lutego 2012 17:38:49
Czasami wydaje mi się, że wszystko robie źle, że to nie ta droga... Gdzieś minęłam znak STOP i nawet go nie zauważyłam. Coś jest nie tak...
Zawsze staram się za bardzo, albo za mało... Źle! Źle! Ciągle źle! Mam dość wysiadam.
Tęsknię nie wiem za czym, brakuje mi 'czegoś', czuję się cholernie zagubiona... A w środku coś cicho szepcze, ale nie mogę zrozumieć słów...


Totalny bezsens
komentarze [0]

"you can catch me... don't you run..." >> piątek, 3 lutego 2012 22:42:33
Chciałabym być lepsza, ale nie potrafię... Nie potrafię zmieniać się na zawołanie... Źle mi z tym, bo wiem, że powinnam być lepsza, ale nie umiem... nie chcę...
Mam takie małe marzenie, żeby ci, którzy mnie otaczają w  końcu dorośli. Mam dość tlumaczenia im dlaczego jest tak a nie inaczej, dlaczego chcę, żeby było właśnie tak. Bo ja chcę być inna, nie chcę być, a nawet już nie jestem tą dawną A. z gimnazjum, która niczym się nie martwiła nic jej nie obchodziło. Teraz mam prawie 20 lat i gdy patrzę na mężczynę/chłopaka myślę o tym, czy mogłabym spędzić z nim resztę mojego życia, a nie o tym czy mogłabym się z nim pieprzyć w łazience. Chociaż w sumie pewnie to też bym z nim robiła... Nie jestem święta, nigdy nie była i nie będę... tylko nie chcę, żeby moja przeszłość definiowała to kim jestem, ale wiem, że to nieuniknione. Och, wiem, piszę tutaj bez ładu i składu, ale śnią mi się ostatnio takie rzeczy, że już sama nie wiem co mam myśleć... co mam ze sobą zrobić...

Myślę o K., myślę o M. po prostu wariuję...



komentarze [0]

You know how to ruin me a perfect day >> wtorek, 24 stycznia 2012 01:54:23
Wiem, nie powinnam pisać tutaj o tej porze w trakcie sesji, ale... chyba czas na małe rozliczenie z przeszłością, mały rachunek sumienia.
Przyznam się, przerwałam swój rehab po 81 dniach, tak ja i nawet z własnej woli. Wysłałam mu życzenia na urodziny, dając się przekonać przyjaciółce, że to będzie taki miły gest. W sumie czułam, że spełniłam swój przyjacielski obowiązek, ale on chyba odebrał to jako coś całkowicie innego. Dzisiaj napisałam do niego, tak dla żartu, żeby mieć z kim pogadać... A on odpisał, tylko, że w ciągu naszej rozmowy dał mi do zrozumeinia subtelnie acz stanowczo 'spierdalaj'. Przynajmniej ja to tak odebrałam... I chce mi się wyć, a przecież do cholery jasnej nie powinno!!!! 
Zresztą specjalnie piszę teraz tą notkę, żeby pokazać to co się we mnie dzieje, za kilka dni a nawet rano mogłabym zacząć oszukiwać siebie, żę mnie to nie ruszyło. Niestety ruszyło, zabolało jak diabli, znowu dostała kopa i to potężnego. Cóź, może mnie z głupoty nie da się wyleczyć, a może... M. ma trochę racji... A może jedno i drugie...
Idę spać... Wcześniej usunę jego nr z GG i całe archiwum, niech to co zostawiłam za drzwiami za nimi pozostanie...

A tu oto fragment naszej ostatniej już rozmowy:

00:58:21 Michał S.: a u ciebie?
00:59:01 agata: coz, jest normalnie... troche zbyt normalnie, ale ok
01:04:08 Michał S.: aha
01:04:13 Michał S.: trzeba cos zmienic
01:04:15 Michał S.: nie czekac
01:04:19 Michał S.: az cos sie zaswieci
01:06:29 agata: jakos na szczescie, a moze nieszczescie nie mam czasu nad tym myslec, bardziej zajmuja mnie inne sprawy, chociaz moze bardziej od tego uciekam
01:09:39 Michał S.: zapewne uciekasz
01:09:52 Michał S.: lub nie ruszasz bo się boisz
01:10:34 agata: hmm... a moze jedno i drugie...
01:11:06 Michał S.: mozliwe

A teraz wciskam Delete i żegnam M. czas zacząc coś od nowa...
Teraz w mojej głowie tylko socjologia...
Żegnam
komentarze [0]

"And I want you in my life... and I need you in my life..." >> poniedziałek, 9 stycznia 2012 21:39:54
Cóż, coraz bardziej uświadamiam sobie, że chyba minęłam się z powołaniem... Tylko nie bardzo jeszcze wiem jakie jest to moje powołanie... Jakoś inaczej wyobrażałam sobie te studia... A tak tylko siedzę, no dobra może nie cały czas, ale głównie siedzę i się ucze (szczególnie teraz kiedy idzie sesja i jakies chore kolokwia). Myślałam, że będzie mnie to bardziej 'cieszyło', jeśli wiecie o co mi chodzi, że w końcu coś co robię będzie mi sprawiało przyjemność, a tak, nie ma fajerwerków... Ktoś może powiedzieć, że przesadzam, bo to pierwszy rok, pierwszy semestr, ale... no kurde to jest UW Warszawa! No, do cholery! Powinnam się czuć bardziej usatysfakcjonowana, czuć ochotę do nauki... a tak, nic mi nie wychodzi... przynajmniej dzisiejszego dnia nie zalicze do udanych - 2 kolokwia i coś czuję, że żadnego nie zaliczę... Żle mi z tym... Może to dziecinne, nie powinnam się tak przejmować, ale co ja poradzę?! 
Jest mi smutno, źle, nie tak... Brakuje mi... Hmm... miałam napisać, że M. ale brakuje mi kogoś kto mnie przytuli, powie, że będzie dobrze itp. więc to chyba nie jest M.

75 dzień odwyku...

"You don't want me, no
You don't need me
Like I want you
Like I need you..."
komentarze [1]

Ucieczka to chyba jedyne co potrafisz... co ja potrafię... >> poniedziałek, 19 grudnia 2011 22:34:12
Nie wiem co się dzieje, jest mi żle i już... Smutno, samotno... Daleko od wszystkich - przyjaciół, rodziny... Nie chcę nawet wspominać o M. to bez sensu. To skończone, zresztą dopiero ostatnio gdy spojrzałam na to jakoś tak z 'dystansu' uświadomiłam sobie dobitnie to co widziałam cały czas, a mianowicie to, że ja jestm dla niego NIKIM. Kiedys miałam nadzieję na bycie jego 'przyjaciółką'... Intencje miałam szczere, ale niestety on jak zwykle gdy pojawił się ktoś inny na horyzoncie pojawiała się"ONA", ta lepsza, ta którą on kochał, wtedy ja odchodziłam w zapomnienie. Teraz jest tak samo, chociaż teraz, przyznam szczerze, nie robiłam sobie zbyt wilekich nadziei. Wiedziałam jak to wsyztsko się skończy, bo przecież przechodziłam przez to tyle razy.
Mam teraz tylko jedno marzenie, żeby on kiedyś na mnie spojrzał i powiedział - 'cholera, miałem ją na wyciągnięcie ręki a wszystko spieprzyłem'

54 dni - nie chce powiedzieć, że poszły na marne, wręcz przeciwnie, pozwoliły mi coś sobie uświadomić... Czuję się teraz wolna, miejmy nadzieję, że na zawsze.

Po raz kolejny cieszę się, że jestem jakieś 180km od niego, tak łatwiej się zapomina...

PS: Byłam ostatnio w Muzeum Powstania Warszawskiego i wiecie, że o nas nikt nie będzie pamiętał tak jak o nich, o ludziach którzy walczyli na ulicach Warszawy w 1944r.? Nikt nam nie postawi muzeum za nasze męstwo, odwagę, czy osiągnięcia. Mało to optymistyczne ale niestety chyba prawdziwe.

"I to pierdolone chamstwo naszej generacji"
komentarze [1]

'pozorna konwersacja, zmanierowany styl, werbalna masturbacja' >> wtorek, 6 grudnia 2011 16:57:13
Nie mam siły... Chcę tylko spać, nic więcej. Sen jest moim wybawieniem... Od wszystkiego, problemów, zajęć, życia... Tak cholernie potrzebuję tutaj kogoś przy kim mogłabym pomilczeć, w jakiś sposób starać się przeżyć moje 'smutne dni'. Ale, jak zwykle zreszta nie ma nikogo... Nie ma M., chociaż czemu tu się dziwić, przecież wyrzucił mnie ze swojego życia. Może nie dosłownie, ale ja się tak poczułam. Tęsknię za nim, tęsknię za tym co mi pisał, jak mnie traktował. Tęsknie za jego 'wirtualną' obecnością. Za świadomością, że gdzieś tam jest ktoś do kogo mogę się odezwać.
Wiem, powinnam się uczyć, w poniedziałek mam kolokwium, ale jakoś nie mogę się do tego zebrać, skupić na tym co trzeba, czyli na Arystotelesie. Myślę, już od niedzieli, co by było gdyby... Pierwszy raz zastanowiłam się dlaczego tak naprawdę wybrałam M. skoro K. był bliżej, był bardziej realny. I dochodzę do wniosku, że jestem konkretnie popierdolona. No bo jak to inaczej nazwać?! Wiem, wiem, K. wcale nie 'jest' lepszy, ale sam fakt wyboru mnie cholernie zadziwia. Wtedy wydawało mi się oczywiste, że wybieram właśnie M. K. był wtedy uosobieniem zła (!). Gdybym wybrała właśnie K., może to wszystko do M. szybciej by się skończyło... A tak, nadal gdzieś tam we mnie tli się nadzieja, że go spotkam, że to własnie on do mnie tym razem napisze...
Obiecałam sobie, że już więcej do niego nie napisze, że nie będę tak 'glupia', że nie dam z siebie zrobić po raz kolejny zabawki. Póki co wytrwałam w swoim postanowieniu już 41 dni. Nieźle, ponad miesiąc. Ale nie ma co wieścić zwycięstwa, w każdym momencie mogę się złamać, już kilka razy przecież tak bywało.

A teraz Coma w głośnikach i nauka!

"Dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień
Dla mnie też za długa zima i zła
Dla mnie też los cebula i krokodyle łzy
Przestan wyć! Przestań wyć! Przestań płakać!"
komentarze [0]

'I have lost myself again' >> wtorek, 8 listopada 2011 22:22:25
Jest mi zimno... Smutno... Całkowicie nie tak... Dopada mnie jesienna depresja... Ogarnia melancholia... Chciałabym siąść, położyć się,  nic nie robić tylko trwać... A jak zwykle nie mogę. Myślałam, że sobie trochę odpocznę w ten weekend, ale oczywiście za tydzien mam kolokwium z prawa i nie da rady.

Brakuje mi tutaj kogoś kogo kocham... Kogoś bliższego mojemu sercu... Tęsknię za J. i A. Brakuje mi rozmów z M. mimo, że obiecałam sobie, że to już ostateczny koniec. Chyba miałam w nim jakąś namiastkę miłości, świadomość tego, że ktoś mnie chce, pożąda (whatever). Chciałam być czyjaś a wyszło jak zwykle... Postawiłam tu kropke, boję się, że niedługo znowu przemianuję ją na przecinek. Za każdym razem obiecuje sobie, że póki on się nie odezwie ja nie wyjde z inicjatywą, ale... mam cholernie słabą wolę. Nie wiem, czy w ty wypadku będzie tak samo, bo teraz jednoznacznie i czytelnie dał mi do zrozumienia, że tak naprawdę nic dla niego nie znaczę, że nie traktuje mnie nawet jak przyjaciółki. I mam to w dupie... Czuję się jakbym dostała z buta w twarz, w brzuch... Wszędzie... Gdzie nie uderzysz trafisz we mnie...
Boję się, że kolejne słowo i się rozpadnę... Boję się, że się zalamię... Niezależnie czy ze względu na naukę czy życie osobiste... Załamię się, a tutaj blisko siebie nie będę miała nikogo kto mnie przytuli, wysłucha, pozowli się wyplakać w swój rękaw, a przede wszystkim nie będzie nikogo kto kopnie w dupe i powie: 'dajesz dalej, jestem z tobą!'.

Czuję się cholernie samotna, a pogoda, mimo, że może nie do końca w pełni jesienna, i tak zmusza mnie do refleksji...

O dziwo, nie chcę teraz szukać ukojenia/spokoju w alkoholu jak to robiłam zawsze... Chcę rozmowy, chcę posiedzenia w zupełnej ciszy z dobrą muzyką i ty KIMŚ u boku.

'start the car and take me home'
komentarze [2]

You're all the same to me. >> środa, 19 października 2011 10:33:59
Znowu nie mogę sobie poradzić z tym wszystkim... Kolejny sen o... śmierci... Trochę boję się to powiedzieć na głos, wtedy byłoby to tak realne. Nie wiem czy ten chory sen miał coś wspólnego z nocną gorączką, ale przeraziłam się. Jednocześnie uświadomiłam sobie, jak wiele niektóre osoby dla mnie znaczą. I jakby mnie nie zranili, czego by nie powiedzieli, na zawsze pozostaną gdzieś tam w moim sercu. Kocham ich, tak cholernie ich kocham. Mimo, że oni mają mnie gdzieś, nie zwracają uwagi na moje uczucia, ja ich kocham. Chyba nie potrafiłabym sobie poradzić z ich stratą. Och, nawet nie chce o tym myśleć. Ale wiem, że ten sen zepsuje mi cały dzień. Będę przygnębiona, wiem to, bo przecież to nie jest pierwszy raz. Moja podświadomość wariuje.

Sama nie wiem czego chcę. Nie umiem powiedzieć 'dość' w sprawie M. Mimo, że on jednoznacznie pokazał mi, że to nie jest to, że chyba mnie nie chce. Nie umiem go odrzucić. Nie odezwał się do mnie od soboty, mam w glowie tyle chorych scenariuszy, że coś się stał, że sama sobie dziwię... Ale znając życie wrócił do tej, którą kocha... A ja znowu mogę tylko siedzieć i powtarzać sobie: głupia! głupia! cholerna idiotka!
Powinnam ruszyć naprzód, ale nie potrafię...

"Say good-bye now and mean it forever
Got to move on and keep it together
Forget the things that you've said and you've done
That's in the past, here comes the sun"

komentarze [1]

"potrzebuje kilku godzin bo chyba sie gubię" >> poniedziałek, 3 października 2011 20:26:16
Gubię się... Nie ogarniam... Jest mi cholernie smutno i chyba mam PMS. Świat jest zły i tyle... Trudno mi tutaj samej w wielkim mieście. Doskwiera mi brak przyjaciół i prywatności. Nie można nawet w spokoju popłakać z bezsilności.  To wszystko jest pojebane, posrane... Mam moment załamania nerwowego nad USOSem, który nie chce ze mną współpracować i nie daje m i wypełnić wniosku o stypendium socjalne...
Nie mam już siły serio...
Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi...

"zalewać wódą każdy trwający dramat"
komentarze [1]

Czy ktoś kiedykolwiek pomyślał o Tobie? Pieprzeni egoiści. Nawet nie wiedzą jak masz kolor oczu. >> wtorek, 13 września 2011 15:06:42
Dlaczego tylę myślę o ludziach, którzy mają mnie w dupie? Zdecydowanie za szybko się przywiązuję. Ale wiecie co, ja już to wszystko pierdole! Za 2 tygodnie już mnie tu nie będzie, więc im mniejsza szansa na spotkania któregoś z nich tym lepiej.

A zresztą jestem chora, więc ide naćpać się prochami i spać!

PS: Zespół ENEJ jest niesamowity na żywo, naprawdę! I jak to mówi moja koleżanka 'ach ta sekcja dęta';) marzył mi się autograf i płyta ale brat dopiero po koncercie powiedział, że jeden z gitarzystów to jego kolega, fuck!

Każdy jest egoista, tylko nie każdy dobrze to kamufluje.

"Ale czuje za firanką Twoje oczy
Tylko Twoje oczy świecą jak latarnie"
komentarze [0]

Layout by Lomuelle © Szablony.Blogowicz.info
Blog & dodatki na bloga